Serwis www.tatry.info.pl używa plików cookie
Korzystanie z witryny oznacza, że wyrażasz zgodę na zapisywanie plików cookie na swoim urządzeniu (dysku) w zależności od konfiguracji Twojej przeglądarki internetowej.

Forum - Komentarze do szlaków

Dyskusja na temat szlaku

Z Kir na Małą Polanę Ornaczańską (Tatry Polskie :: Tatry Zachodnie)

14-04-2014

waclaw

Minęlismy trzecie z kolei przewężenie doliny zwane Raptawicką Bramą. Od tego miejsca, a zatem od Polany Starej i Smytniej ciągnie się daleko w górę, bo aż ponad Smreczyński Staw i środkowe części Doliny Tomanowej i Pysznej krajobraz moren polodowcowych.
Lodowce w odróżnieniu od tych w T.Wysokich, zajmowały tylko górne części dolinek bocznych Kościeliskiej, czyli Pyszną, Smreczyńską i Tomanową. Kotły słabo się wykształciły, tylko kotlina obok pod Starorobociańskim jest najokazalszy.
Lodowce spychały materiał morenowy tworząc pogmatwaną mozaikę moren czołowych i bocznych, a dziś wzgórz i kotlinek, z czasem porośniętych lasem. Staw Smreczyński w ich centrum, zbiornik bezodpływowy, jest zatem czymś oryginalnym, wyjątkowo nisko w Tatrach umiejscowionym. Cechuje go dość stabilny poziom wody, nawet w czasach suchych i bujne otoczenie przyrodnicze.
Podobne w pochodzeniu są tylko Toporowe Stawy w D. Suchej Wody, objęte rezerwatem ścisłym.

13-04-2014

Wacław

Piszę z konieczności b. skrótowo o różnych wydarzeniach, miejscach i faktach związanych z otoczeniem Kościeliskiej. Stąd niedopowiedzenia które mogą sugerować i błędy.
Dlatego uzupełniam poprzednie uproszczenia.
1. Ta największe katastrofa lawinowa w Żlebie pod Banie, to w czasach historycznych i w takim /spokojnym, zdawałoby się/ rejonie Tatr.
Współcześnie zdarzyły się bardziej śmiercionośne, w Białym Jarze /Karkonosze/, na Słowacji w Dol. Młynickiej i ta do dziś głośna spod Rysów 11 lat temu.
2. Żleb Żeleźniak o którym wspomniałem z powodu śmierci grotołazów jest na wprost Polany Pysznej. Patrzymy na niego gdy się wylegujemy na ławach ustwionych tam nad potokiem. Żleb wtedy był bezleśny, grupa podchodziła jego dnem, w linii prostej mieli 1 km. do jaskini. Głęboki śnieg , stromość i złe warunki pogodowe były ponad siły.
I proszę teraz porównać sobie ten trud z wielokilometrowymi przeprawami kurierów.

12-04-2014

Wacław

W historycznej przeszłości Kościeliskiej romantyzm przeplatał się z tragizmem.
Tu zdarzyła się największa tatrzańska katastrofa lawinowa.
Zginęło 5 górników w Żlebie pod Banie na zboczu Ornaku 1 km. od obecnego schroniska.
Koło wylotu tego żlebu przechodzimy idąc na Przełęcz Iwaniacką. Wtedy, na początku II połowy XIX w. w Ornaku było wiele czynnych jeszcze, choć starych szybów wydobywczych rud metali.
Opisał to w pamiętniku pierwszy zakopiański pleban Józef Stolarczyk.
Coś niebywałego zdarzyło się już w "naszych" czasach, 41 lat temu zimą, ponad Polaną Pisaną nad Żlebem Żeleźniak.
Zmarło z wyczerpania dwu młodych /zdrowych/ grotołazów w drodze do Jaskini Bandzioch Kominiarski. Podobne tło przyczynowe miała tragedia rodziny Kaszniców w Dol. Jaworowej, tuż przed wybuchem I Wojny Św.

11-04-2014

Wacław

cd. historii Doliny K, nie mniej romantycznej, za to tragicznej.
W okresie Młodopolskim.
Pod Pisaną Skałą popełniła samobójstwo narzeczona Witkacego. Dziewczyna nie potrafiła pogodzić dylematu dotrzymania słowa, gdy serce pokochało innego. Dobrowolna śmierć wybawiła ją z tej sercowo-honorowej rozterki.
Oj, huczało w tamtym światku. To pierwotna odmiana celebryctwa.
Mimowolnym sprawcą był nie byle kto, bo Karol Szyanowski, którego pamięć do dziś podtrzymuje pod Tatrami willa - muzeum "Atma".
Tyle tylko, by nie poddać się plotkarskiemu nastrojowi.

11-04-2014

Wacław

Jak już tak zeszło na wątki przeszłościowe, historyczne, to warto wspomnieć, że od końca XIX w. Dolina Kośc. była nieraz świadkiem nocnych eskapad ówczesnych turystów, pragnących oglądać wschód słońca z Bystrej.
Taka była moda, a podobno jest to piękne. /wschód, a nie przemarsz/.
Chodzono na "skróty" tzn. Doliną Pyszną na Przełęcz i Błyszcz.
Chcąc to powtórzyć teraz, trzeba byłoby przez Ornak, ale w konflikcie z regulaminem Parku. Zakaz przebywania nocą na szlakach.
Atmosfera takich "korowodów" była pochodną wypraw, jakie przez Tatry dla znajomych organizował Chałubiński.
Gdyby coś w podobnym stylu robiono współcześnie, wybuchłby niewyobrażalny skandal.